W poszukiwaniu nowych form bezpieczeństwa

Październik 4, 2018

Kategoria: Prasa/Media, Architektura, Urbanistyka, Architektura krajobrazu, Bez kategorii

Kolektywne formy mieszkaniowe

Kolektywne mieszkanie brzmi może trochę jak z lat siedemdziesiątych, ale znowu jest popularne. Staliśmy się wprawdzie indywidualistami, ale nadal potrzebujemy kontaktów. Socjolog organizacji Peter Camp jest zwolennikiem nowych kolektywnych form mieszkaniowych; według niego polepszy to nasze społeczeństwo. W swojej książce „Mieszkanie w XXI wieku” stara się on przede wszystkim zainspirować ludzi do realizowania marzeń. „Możliwe jest o wiele więcej, niż myślisz”.

„Ludzie stają się ładniejsi dzięki ładnemu budynkowi i stają się ładniejsi w ładnym otoczeniu”, mówi Peter Camp. Jako socjolog przygląda się on formom mieszkalnym nie z punktu widzenia budynków, ale ludzkich zachowań. „Interesuje mnie to, w jaki sposób ludzie mogą przyczynić się do lepszego społeczeństwa. Zaczyna się to od spotkań i kontaktów. Najpierw na małą skalę, we własnym pokoju albo na ulicy. Drobne połączenia, które z czasem wyrastają na coś większego: społeczną kohezję. Kolektywne formy mieszkaniowe mogą jego zdaniem się do tego przyczyniać.“

Podążając za własną fascynacją zaczął się on przyglądać temu, co już się dzieje na polu nowych kolektywnych form mieszkaniowych. Doprowadziło to do grubej książki, opisującej ponad 250 przypadków w Holandii i Belgii. Mieszkanie w XXI wieku. „Wetopie”: tak nazywa on nie architektoniczne, ale socjologiczne typologie, które da się zrealizować w praktyce – o czym świadczą liczne przykłady w książce. Tuż przed końcem roku wrzucił on na portal LinkedIn schemat czterech kategorii Wetopii, jako środek pomocniczy przy ustalaniu własnych życzeń mieszkaniowych. Został on do tej pory wyświetlony ponad 7000 razy . Potwierdza to trend, który autor dawno już zauważył: kolektywne mieszkanie jest modne.

Wersja light

Nie należy przy słowie „kolektywny” myśleć o komunach z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. „To już dawno nie są takie klimaty”, mówi Camp. „Nawet sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Można tam zajmować się swoimi sprawami, bez niepotrzebnego łamania prywatności.” Jego dom marzeń, który zamierza wraz z grupą innych osób zrealizować w swoim mieście Arnhem, ma też być wersją light. Camp i jego towarzysze zainspirowali się budynkiem Moriyama zaprojektowanym przez SANAA w Tokio. Dom jako wspólnota, w której każde mieszkanie jest osobnym budynkiem z inną funkcją oraz wspólne pomieszczenia pomiędzy nimi, dostarczające światła, powietrza i kontaktów z sąsiadami. Te wspólne pomieszczenia odgrywają kluczową rolę: są jednocześnie miejscami intymnymi i działań kolektywnych – jako nowoczesny wariant podwórza, na którym każde spotkanie obciążone jest społeczną kontrolą.

Jego definicja kolektywnego mieszkania to: „Miejsce przyjemne dla ciebie, w którym w mniejszym lub większym stopniu możesz dzielić się z innymi.” Mogą to być wspólne pomieszczenia takie jak kuchnia, sala filmowa, warsztat, ogród warzywny albo taras na dachu, albo też wspólnie wykonywane czynności: wspólne majsterkowanie, gotowanie, a nawet opieka. Do kolektywności wliczają się już nawet takie drobiazgi jak wyprowadzenie psa sąsiada, odśnieżenie chodnika czy wspólne wypicie kawy. Brakuje nam w społeczeństwie wspólnoty i wsparcia, pisze Camp, oraz potrzeby przynależności, bez poważnych zobowiązań społecznych. Streszczając, nazywa to „nowym poczuciem bezpieczeństwa”. Formy mieszkaniowe, które opisuje w swojej książce mogą tę potrzebę zaspokoić.

Kariera mieszkaniowa

„Obecnie istniejące mieszkania, w dalszym ciągu w 70 procentach składające się z domów jednorodzinnych, nie pasują już do potrzeb dzisiejszego czasu.” Ani do życia w mieście, gdzie indywidualizm zaczyna przemieniać się w samotność. To, jakie te potrzeby są, jego zdaniem jest o wiele bardziej zróżnicowane niż myśli rynek. W przedziale od 20 do 85 lat są obecnie ogromne różnice. Społeczeństwo indywidualizuje się i starzeje: jest coraz więcej młodych, w średnim wieku i starszych osób samotnych. Ludzi traktuje się w sposób hurtowy. Już nie jest tak, jak kiedyś: studia, małżeństwo, rodzina a na koniec dom starców. A 55+ to zupełnie coś innego niż 80. Wszyscy ci ludzie chcą oczywiście mieszkania pasującego do ich potrzeb w danym momencie. Chcą kariery mieszkaniowej, dopasowania sposobu mieszkania do fazy życia, w której się znajdują. W praktyce jest to często niewykonalne.” Camp nie twierdzi, że kolektywne formy mieszkaniowe są rozwiązaniem, ale mogą się one przyczynić do lepszej przyszłości. Wspólnota jest trwalszym rozwiązaniem. Dobrym dla środowiska, dobrym dla portfela i dobrym dla poczucia przynależności.

Rozwiezieni rodzice

Przykłady w książce pokazują różne punkty wyjścia. Buduje się kompletne ekowioski, samowystarczalne pod względem energii, żywności i wody pitnej. Ale wspólnota może też zaspakajać inne potrzeby. Weźmy na przykład Parentshous na IJburgu, gdzie rozwiedzeni rodzice dzielą z innymi rozwiedzionymi rodzicami salon, kuchnię i ogródek, i w ten sposób mogą nadal mieszkać w pobliżu dzieci. W encyklopedii kolektywnych mieszkań nie może zabraknąć też Vrijburcht, również na IJburgu. Architekt Hein de Haan stworzył tutaj podwalinę dla kolektywnego indywidualnego budownictwa, w wielu miejscach naśladowaną. Już ponad dziesięć lat temu przeniósł on na grunt holenderski afrykańskie powiedzenie ‘it takes a village to raise a child’, przy pomocy mieszanki przestrzeni mieszkalnych, miejsc pracy, teatru, restauracji, grupy mieszkaniowej dla młodzieży z niepełnosprawnością, przedszkola i portu ze szkółką żeglarską. Ale może to być mniej skomplikowane, na przykład sprytne połączenie mieszkania i pracy, które widać coraz częściej.

Najbardziej potrzebne są kolektywy opiekuńcze: mieszkania wielopokoleniowe i grupy mieszkalne dla seniorów. Kto prędzej czy później potrzebować będzie opieki, jest dziś bardziej niż kiedyś skazany na otoczenie. Przez zaprojektowanie tego otoczenia w taki sposób, że ludzie mogą sobie pomagać w razie potrzeby, tworzy się społeczną siatkę pomocy.

Utarty sposób myślenia

Czy – zwłaszcza w mieście – jest jeszcze na to wszystko miejsce? Tak, mówi Camp, ale trzeba widzieć potencjał miejsc, które na pierwszy rzut oka nie nadają się do zamieszkania. Stare tereny fabryczne, zapomniane pasy zieleni, opuszczone biura i budynki szkolne. Spójrzmy na GAK w Amsterdamie, dawny biurowiec- kolos, w którym teraz wspólnie mieszkają i pracują studenci i młode osoby. Camp zauważa, że mieszkańcy nie mają w mieście wielu szans na zorganizowanie życia w ten sposób. „Nadal dominuje stare myślenie, przez co osoby, chcące spróbować czegoś nowego, nie dostają takiej szansy. Gminy są pozytywnie nastawione do nowych pomysłów, ale ostatecznie nic z nimi nie robią. Dużo się mówi o partycypacji, ale czy faktycznie ma ona miejsce… Poszukując miejsca do realizacji mojego własnego wielopokoleniowego projektu w ramach spółdzielni w Arnhem usłyszałem, że nie jest moim zadaniem, jako mieszkańca, planowanie zagospodarowania terenu. Dlaczego jednak nie mógłbym jako mieszkaniec uczestniczyć w kolektywnym planowaniu zagospodarowania terenu? Jeżeli korzysta na tym miasto, dlaczego nie? Najwyższy czas, aby zmienić myślenie.“

Zacząć od drobnych projektów

Jak jednak zrealizować marzenia o kolektywnym mieszkaniu? Zacząć od drobnych projektów. „Kolektywizm zaczyna się tak naprawdę na poziomie mikro-mikro. Tutaj, w pokoju, w którym siedzimy. Zapraszam tu ludzi. Pijemy kawę, jemy, uczestniczymy w kulturze, muzyka u sąsiadów, tydzień dialogu. Nie należy od razu wysoko mierzyć, wspólnota musi powoli rosnąć, nawiązywać kontakty z innymi wspólnotami. W ten sposób będzie to zataczać coraz szersze kręgi.

Kto rozsmakuje się w nowym poczuciu bezpieczeństwa, może nagle zainteresować się budowaniem tego lepszego świata, który wieści Camp. Ostatnia rada Campa: spróbować, ale na pewno nie samemu. „Znajdź ekspertów do prowadzenia trudnych projektów i heterogenicznych grup, zarówno merytorycznie, jak i procesowo. Inaczej zwariujesz.”